AKTUALNOŚCI

Witold Zahorski, ps. „Rotunda”  – żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, inżynier, współorganizator polskiego środowiska w Halifax- Dartmouth, w Kanadzie

image_pdfPOBIERZ PDFimage_print

Łukasz Przybysz,

Witold Zahorski, ps. „Rotunda”  – żołnierz AK, uczestnik Powstania Warszawskiego, inżynier, współorganizator polskiego środowiska w Halifax- Dartmouth, w Kanadzie

Witold Zahorski urodził się 27 maja 1926 roku w Warszawie, jako syn lekarza (chirurga). Do 1935 roku mieszkał w stolicy, następnie (wraz z rodzicami i siostrą Inką) przeniósł się do miejscowości Murcki na Śląsku. W Katowicach (oddalonych 30 kilometrów od miejsca zamieszkania) ukończył też 2 klasy gimnazjum.

Wybuch II wojny światowej zastał 13-letniego Witolda i jego rodzinę w Niekłaniu – miejscowości leżącej koło Skarżyska Kamiennej, gdzie przebywał od sierpnia 1939 do września 1940 roku. Wspomnieć należy, że wydarzenia września 1939 roku były dla rodziny Zahorskich trudne, ponieważ podczas kampanii wrześniowej straciła ona fizyczny kontakt z głową rodziny, tj. ojcem Witolda, który brał udział w wojnie obronnej II Rzeczypospolitej, jednakże w obliczu zbliżającej się porażki przekroczył granicę Polski i (przez Rumunię i Francję) dotarł do Szwajcarii, gdzie spędził resztę wojny[1].

Do okupowanej Warszawy Witold wraz z matką (z domu Markowską) i siostrą powrócił we wrześniu 1940 roku[2]. Zamieszkał wówczas w mieszkaniu przy ul. Łowickiej 51 (niedaleko ul. Rakowieckiej) na Mokotowie. W lokalu, po wuju Paprockim – przedwojennym urzędniku Ministerstwa Spraw Zagranicznych (MSZ), który opuścił kraj wraz z rządem jeszcze we wrześniu 1939 roku[3].  W mieszkaniu tym przebywał aż do wybuchu Powstania Warszawskiego, tj. do sierpnia 1944 roku.

W czasie niemieckiej okupacji uczęszczał do Szkoły Handlowej, w której ukończył jednoroczny (przysposabiający do pracy fizycznej) kurs zawodowy.  Potem przez dwa lata uczył się w Szkole Zawodowej Wawelberga, dzięki czemu otrzymał kenkartę – ta zaś sprawiła, że mógł w miarę swobodnie poruszać się po okupowanej Warszawie. W związku z tym, że szkoła zawodowa, do której uczęszczał przysposabiała jedynie do zawodu, jednocześnie dokształcał się też na tajnych kompletach – realizując program przedwojennego liceum. W trakcie tych zajęć przygotowywał się do zadnia matury. Egzamin dojrzałości zdał przed gronem profesorskim Gimnazjum im. Tadeusza Reytana  – w czerwcu 1944 roku, kilka tygodni przed wybuchem Powstania Warszawskiego.

Nieco wcześniej, tj. w 1942 r., jako 16 latek (za sprawą swojego kolegi Marka Nassiusa[4]) zaangażował się też w działalność konspiracyjną. Początkowo przystąpił do organizacji „Miecz i Pług”, przez jakiś czas ukrywając ten fakt przed matką. Z czasem jednak się przyznał. Jak wspominał mama „nie była zachwycona, ale nie zabraniała”, ponieważ  „wszyscy byli nastawieni patriotycznie”. Po jakimś został wciągnięty do Armii Krajowej (AK). Będąc w konspiracji na tajnych kompletach, uczył się obsługi broni, posługiwania się granatami, etc.

Wiosną 1943 roku został aresztowany przez Gestapo, jak sam twierdził przyczyną tego faktu była głupota, ponieważ chciał „wykazać się czymś specjalnym i pochwalić się towarzyszom”, z tego też powodu – wraz z kolegą, ps. „Pedro”, zajmował się sabotażem, tj. „rozłączaniem wagonów na przystankach na Rakowieckiej”. Po zatrzymaniu przez miesiąc przebywał w więzieniu – na „Pawiaku”[5]. Na szczęście trafił do celi młodzieżowej, przeznaczonej dla młodocianych przestępców (tzw. celi dla niepolitycznych). Z opresji i więzienia wyciągnęła go matka. Witold nigdy jednak się nie dowiedział jak jej się to udało.

Jak wspominał w czasie okupacji należał do „sporej paczki (ferajny) towarzyskiej… – różnorakiej i aktywnej”, z którą spotykał się regularnie na mszy św. „w kaplicy św. Andrzeja Boboli na Rakowieckiej, słuchając mądrych kazań Ojców Jezuitów”[6]. Niekiedy także spotykano się na potańcówkach, na które przychodzili czasami i inni działacze konspiracyjni: „rzadko przychodzili Janek (Rudy) Bytnar z siostrą – piękna <<Dusia>>. Mówiło się o tych co się w niej kochali, że się <<dusili>>. Widać było, że <<Rudy>> jest trochę inny, poważniejszy od nas, tak jakby wewnętrznie intensywny. Pamiętam dobrze jego wpadkę, męczeństwo, akcję pod Arsenałem i jego zgon”[7].

Tuż przed wybuchem Powstania Warszawskiego (miał wówczas 18 lat) przebywał na Żoliborzu, tam otrzymał 2 granaty – tzw. „filipinki” i rozkaz  by wraz z innymi żołnierzami AK zaatakował niemieckie „baraki przejściowe” na Marymoncie. Jednakże z tego powodu, że pierwsze strzały w tej dzielnicy padły już ok. 14, zadanie to nie zostało wykonane z powodu chaosu, który zapanował i dezorientacji, której doświadczył. Tego samego dnia, jeszcze prze wybuchem godz. „W” (tj. przed godz. 17), Witold i niektórzy jego znajomi, został zatrzymany przez Niemców, którzy więzili go przez jakiś czas w tzw. „Blaszance” (fabryce produkującej śmigła). Ostatecznie, po jakimś czasie, został jednak wypuszczony przez zaskoczonych obrotem sprawy, tj. rozwojem powstania, okupantów, których przekonał, że z zaistniałą sytuacją nie ma nic wspólnego i znalazł się w tej okolicy przez przypadek.

Po wypuszczeniu niemal natychmiast powrócił na Żoliborz, gdzie jako szeregowiec został przydzielony do plutonu nr 206, zgrupowanie „Żaglowiec”, 21 Warszawskiego Pułku Piechoty „Dzieci Warszawy” AK[8]. Zgrupowania „utworzonego na bazie struktur Rejonu I obwodu Żoliborz”, które walczyło w tym rejonie od 9 sierpnia do 30 września 1944 roku.

W ramach tego zgrupowania walczył w okolicach Dworca Gdańskiego, przy ul. Zajączka, a następnie w rejonie Cytadeli i Parku Żeromskiego. Po latach wspominał, ze w pierwszych dniach powstania organizowano „ regularne msze dla nas, dla wojskowych, śpiewaliśmy <<Boże coś Polskę>> i inne pieśni, które … były bardzo wzruszające”[9].

W powstaniu stracił kilku bliskich kolegów, w tym m. in. „Grubego” – tzn. Ryszarda Szklarskiego, który „wyszedł z kanału w nieodpowiednim miejscu i dostał próbując uciekać”[10]. Pod koniec powstania, 28 września, otrzymał rozkaz opuszczenia barykady w okolicach Cytadeli. Jak wspominał: „Sytuacja nie wyglądała ciekawie. Pluton topniał w oczach, …Sierżant <<Vis>> i kilku innych z Januszem i Zbyszkiem postanowili zamelinować się w kanałach i przeczekać, nie wiem po co. Mnie wydawało się takie rozwiązanie nie bardzo odpowiednie, wobec czego późnym wieczorem zacząłem przechodzić wraz z innymi oddziałami od piwnicy do piwnicy, nie bardzo wiedząc dokąd, (…). Naokoło strzelanina, wybuchy, pożary, wrzaski…Słychać było niemieckie i ukraińskie okrzyki…”[11].

30 września walczył w Parku Żeromskiego, bardzo to przeżył – „po raz pierwszy strzelałem do ruchomych celów. <<Tygrysy>> waliły… – było za daleko, żeby dorzucić butelki z benzyną”[12].

Po upadku powstania trafił do niemieckiego obozu przejściowego w Pruszkowie, a stąd po jakimś czasie do niemieckiego obozu jenieckiego Altengrabow 11A (w rejonie Harzgebirge) – koło Magdeburga, w którym jako jeniec nr 46146 przebywał aż do wyzwolenia przez Amerykanów. Znalazł się w tzw. „grupie pracowniczej”, w ramach której (wraz z innymi 12 osobami) pracował w fabryce przerabiającej buraki zlokalizowanej w miasteczku Osterwieck. Potem, tj. w początkach 1945 roku, pracował również przez jakiś czas jako pomocnik kucharza w cywilnym obozie ukraińskim. Oddalonym o kilka kilometrów od Altengrabow.

W kwietniu 1945 roku, po zajęciu okolicy i obozu przez Amerykanów, pomagał im w identyfikowaniu Niemców, którzy należeli do NSDAP i mieli coś na sumieniu. Z tego czasu zachowała się jego przepustka, datowana na maj 1945 roku, zawierająca informację „member of military police, operating with the Military Govenent U.S.”[13] – tł. „członek żandarmerii wojskowej, współpracujący z zarządem wojskowym USA”.

Przez jakiś czas przebywał także w obozie w Oberlangen (wcześniej więziono w nim kobiety – uczestniczki Powstania, które po wyzwoleniu przeniesiono do Niederlangen). Po latach wspominał, że był tym faktem bardzo rozczarowany, ponieważ poczuł, że jego wolność ponownie została ograniczona. Tym razem przez sojuszników, którzy (troszcząc się o bezpieczeństwo byłych jeńców) skoszarowali ich w tym obozie. On tym czasem, z tego powodu, że „doszły do niego słuchy”, iż w północno-zachodniej części Niemiec (na obszarze 6,5 tys. kilometrów kwadratowych) stacjonowały wojska 1 Dywizji Pancernej gen. Maczka, nie chciał w nim przebywać, ponieważ zamierzał zaciągnąć się do polskiego wojska. Z czasem dotarł nawet do enklawy polskiej (tzw. „Maczkowa”) – w okolice Meppen, jednakże przyłączenie się do wojsk gen. Maczka okazało się niemożliwe.

Przebywając w tej strefie nawiązał jednak kontakt z ojcem, z którym nie widział się od września 1939 roku.  Radość sprawił mu fakt, że ten jest bezpieczny, przebywa w Szkocji i pracuje jako chirurg wojskowy.

Po jakimś czasie dotarł do Włoch, tam zaciągnął się do armii gen. Władysława Andersa – tj. do 2. Korpusu Polskiego stacjonującej wówczas w tym kraju. Ukończył tam (w Materze) Podchorążówkę Piechoty. Jesienią 1946 roku, po przybyciu do Wielkiej Brytanii, w końcu spotkał się z ojcem. W 1947 roku podjął studia w Polish University College (PUC) w Londynie, które ukończył w 1952 roku zdobywając stopień inżyniera. Podczas pobytu w Anglii poznał także swoją przyszłą żonę Annę – córkę wysokiej rangą oficera Wojska Polskiego gen. Stanisława Kopańskiego (gen. Dywizji Polskich Sił Zbrojnych, byłego dowódcy Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, szefa Sztabu Naczelnego Wodza), który z przyczyn politycznych nie mógł i nie chciał powrócić do kraju przejętego przez komunistów, którzy pozbawili go polskiego obywatelstwa.  W kraju pozostała jednak jego matka i siostra, za którymi tęsknił[14].  W 1953 roku wyemigrował z żoną Anną i małą córeczką Aleksandrą[15] do Kanady. Tam odegrał dużą rolę w scaleniu i samoorganizacji polskich emigrantów skupionych północnej części tego kraju, tj. żyjących w Nowej Szkocji, przyczyniając się do założenia Polskiego Stowarzyszenia w Halifaxie. Funkcję pierwszego prezesa tej organizacji pełnił w latach 1974-1975. W latach dziewięćdziesiątych XX wieku stowarzyszenie to funkcjonowało w ramach Polish Association of Halifax-Dartmouth[16].

Za swoją przynależność do AK i udział w Powstaniu został odznaczony, po latach, kiedy mógł już kraj odwiedzić, miał prawo do „darmowego korzystania z Warszawskich Tramwaji i to nie dlatego, że je kiedyś błyskawicznie” rozłączał[17].

[1] W. Zahorski, Wspomnienia wojenne, w: „Biuletyn Stowarzyszenia Polskiego w Halifax-Dartmouth”, 1999, s. 6-7.

[2] Ibidem, s. 6.

[3] Ibidem, s. 10.

[4] Ojciec Marka był przełożonym jego ojca w szpitalu w Murckach. Za: Archiwum Historii Mówionej – Witold Zahorski, ps. „Rotunda”, rozmowa Patrycji Bukalskiej,  3 stycznia 2005 r., Warszawa, na: https://www.1944.pl/archiwum-historii-mowionej/witold-zahorski,111.html

[5] W. Zahorski, Wspomnienia wojenne…, s. 6, 14-16.

[6] Ibidem, s. 11.

[7] Ibidem, s. 12.

[8] Archiwum Historii Mówionej – Witold Zahorski…, op. cit.

[9] Archiwum Historii Mówionej – Witold Zahorski…, op. cit.

[10] W. Zahorski, Wspomnienia wojenne…, s. 12.

[11] Ibidem, s. 23.

[12] Ibidem, s. 23.

[13] W. Zahorski, Wspomnienia wojenne…, s. 28 -29.

[14] Archiwum Historii Mówionej – Witold Zahorski…, op. cit.

[15] Wnuczka gen. Kopańskiego mieszka obecnie we Francji.

[16] History of Polish Canadians in Nova Scotia.

[17] W. Zahorski, Wspomnienia wojenne…, s. 30-31.