AKTUALNOŚCI Artykuły Kultura Publikacje

Panowie, za zdrowie konia !

image_pdfPOBIERZ PDFimage_print

Zbigniew A. Judycki,

Panowie! Zdrowie Konia!” – ciekawa opowieść o Kazimierzu Rutczyńskim

Jednym ze znanych przedstawicieli Polonii kraju klonowego liścia był kielczanin Kazimierz Rutczyński, prawnik z zawodu, z zamiłowania jeździec i hodowca koni. Opierając się na jego wspomnieniach, osobistych kontaktach oraz na prywatnej z nim korespondencji chciałbym przybliżyć i uchronić od zapomnienia ciekawą sylwetkę naszego rodaka.

Zdjęcie zapożyczone z opracowania: Z. A. Judycki, „Panowie, Zdrowie Konia”, [w]: „Głos Katolicki”. Tygodnik polskiej emigracji, 28.02.1993, Nr 9 (1587), Rok XXXV, s. 10.
Zdjęcie zapożyczone z opracowania: Z. A. Judycki, „Panowie, Zdrowie Konia”, [w]: „Głos Katolicki”. Tygodnik polskiej emigracji, 28.02.1993, Nr 9 (1587), Rok XXXV, s. 10.

Kazimierz Rutczyński urodził się 2 marca 1916 r. w Kielcach, gdzie ukończył szkołę podstawową oraz gimnazjum im. św. Stanisława Kostki. Następnie odbył studia prawnicze na Uniwersytecie im. Józefa Piłsudskiego w Warszawie. Wybuch II wojny światowej przerwał mu rozpoczętą sędziowską aplikanturę. Zmobilizowany w sierpniu 1938 roku brał udział w kampanii wrześniowej 1939 roku jako dowódca plutonu ciężkich karabinów maszynowych na taczankach[1]. Niestety po kilkunastu dniach zaciętych walk i nieudanej próbie przebicia się do Warszawy (jako jeden z czterech pozostałych przy życiu żołnierzy plutonu) dostał się do niewoli.

            Jak sam wspominał po 25 miesiącach niemieckiej niewoli i dwu nieudanych ucieczkach udało mi się wreszcie uciec do Belgii, a stamtąd do tak zwanej „Wolnej Francji”. Całkowicie wyczerpany po tych przejściach musiałem spędzić miesiąc w szpitalu wojskowym w Aude i aby doczekać wiosny (granicę hiszpańską przez Pireneje można było przejść tylko na piechotę) uczęszczałem do Wyższej Szkoły Rolniczej w Purpan koło Tuluzy. Na wiosnę 1942 roku, z przewodnikiem i w grupie innych uciekinierów, w której byli m.in. polscy lotnicy zestrzeleni nad Niemcami, przeszliśmy Pireneje i dostaliśmy się do Barcelony, gdzie przy wsiadaniu do pociągu do Walencji zostałem aresztowany przez carabinieros. Po dwóch miesiącach pobytu w więzieniu Carcel Modelo zostałem odesłany do obozu koncentracyjnego Miranda del Ebro[2], skąd po dwu miesiącach zostałem wyreklamowany wraz z innymi, przez brytyjskiego chargé d’a ffaires. Po trzech tygodniach oczekiwania w Gibraltarze przybyłem do Wielkiej Brytanii na kanadyjskim okręcie wojennym.

            Po przybyciu do Wielkiej Brytanii Kazimierz Rutczyński został przedstawiony królowej Elżbiecie II jako jeden z pierwszych jeńców, któremu udało się uciec z niewoli do Wielkiej Brytanii.

            Przydzielony do służby w Polskim Lotnictwie, został oddelegowany na trzy miesiące do radia BBC, gdzie opowiadał o swoich ucieczkach z obozów oraz o (istniejącym wbrew Konwencji Genewskiej) Mord Kommando w bagnach hanowerskich. Następnie Rutczyński objął funkcję oficera propagandy w departamencie opieki Społecznej i Edukacji w Inspektoracie Polskich Sił Powietrznych.

            W 1944 roku, po odbyciu aplikacji, został mianowany sędzią Morskiego Sądu Wojennego w Londynie. A po rozwiązaniu Polskiej Marynarki wojennej w Wielkiej Brytanii, pełnił (do grudnia 1947 roku) obowiązki doradcy dowódcy Wielkopolskiej Brygady. Jednocześnie współpracował z kilkoma czasopismami wydawanymi w Londynie. Do historii przeszedł jednak jako człowiek, który miał wielkie zamiłowanie do koni.

Rutczyński jeździł konno od najmłodszych lat  i znał się na koniach doskonale.

Nawet w czasie II wojny światowej, przebywając w Anglii, uczestniczył w dżentelmeńskich wyścigach płaskich i gonitwach z płotami. Tam też wydał pierwszą swoją książkę Gentelmen, the Horse! (Panowie, zdrowie konia!).

            W grudniu 1947 roku wyjechał do Kanady i osiedlił się w zrujnowanym rancho w Brytyjskiej Kolumbii (British Columbia), które nazwał „Freedom Ranch” (Rancho Wolności). Tym samym rozpoczął okres wytężonej pracy farmera. Po latach wspominał, że kiedy zaczynał W rancho było kilka narzędzi rolniczych w kiepskim stanie, cztery konie pociągowe, z tego dwa nieujeżdżone, a dwa ponoszące przy każdej okazji, dobra klacz wierzchowa i pięć sztuk bydła w różnym wieku./…/ Jedynym dochodem był mały czek za śmietankę z dojenia krów. Ponieważ nie było elektryczności i lodówki, przetrzymywaliśmy ją w konwi na powrozie w studni /…/ nie będę opisywał przeciwności, samozaparcia, pracy po  kilkanaście godzin na dobę i wyrzeczeń przez następne dwanaście lat. Było to przysłowiowe porywanie się z motyką na słońce. Jednak w ciągu tych lat gospodarowania na Freedom Ranch doprowadziłem rancho do dobrego stanu.

            Tam też zainicjował hodowlę koni pełnej krwi angielskiej. Po kilku latach hodowane przez niego rumaki znane były ze świetnej klasy wyścigowej i zaczęły ustanawiać rekordy na torach zawodów hipicznych. Jego koń „Mazur” błysnął nawet rekordem (nie pobitym przez 12 lat) na torze Assiniboia Downs w Winnipeg, dwuletnia klacz „Amcan Cathy”, ustanowiła rekord w Lasdowne (Vancouver), a koń „Rafael” w Longacres, w Seattle (w Stanach Zjednoczonych Ameryki). Z tego też powodu, w 1961 roku, Kazimierz Rutczyński uznany został za czołowego hodowcę koni pełnej krwi angielskiej w Brytyjskiej Kolumbii.

            W związku z odnawiającą się kontuzją wojenną, która spowodowała dłuższe leczenie szpitalne, jak również z braku dostatecznych środków finansowych, w 1960 roku podjął też pracę zawodową jako inspektor ds. socjalnych  w Departamencie Opieki Społecznej w Salmon Arm. Jednak pracując w ministerstwie (do 1981 r.) nie zrezygnował z swojej pasji i kontynuował hodowlę koni oraz hodowlę rasowego bydła Murray Grey.

W 1976 roku przestawił się na prowadzenie hodowli koni czystej krwi arabskiej z planem wystawiania ich na wyścigach. Założenie powiodło się, ponieważ jego klacz „Surma” wygrała pierwszy w historii wyścig koni arabskich, zorganizowany w Kanadzie w 1981 roku. Osiem lat później (w 1989 roku) uznano Kazimierza Rutczyńskiego za czołowego właściciela  arabskich koni wyścigowych. Jego araby ustanowiły pięć rekordów, a  koń „Emir Tage El Faher” zdobył w roku 1982 nagrodę Wielkiego Championa w klasie ogierów, na Provincial Interior Exhibition w Amstrong – został on także zaprezentowany w czasie konferencji Światowej Organizacji Hodowców Koni Arabskich.

Do końca życia nasz rodak zajmował się hodowlą i trenowaniem swoich ulubionych koni. Zmarł w wieku 88 lat, w grudniu 2004 roku, w Salmon Arm. Przechodząc do historii jako człowiek niezwykły, który całym swoim życiem dowodził, że „chcieć to móc” – Panowie i Panie „Zdrowie konia”.

Bibliografia:

  1. Ankieta biograficzna z Archiwum Institut de Recherches Biographiques w Paryżu.
  2. Rutczyński K.: O koniu, 1999.
  3. Rutczyński K.: Koń w życiu i sztuce polskiej, Poznań 1992.
  4. A. Judycki, „Panowie, Zdrowie Konia”, [w]: „Głos Katolicki”. Tygodnik polskiej emigracji, 28.02.1993, Nr 9 (1587), Rok XXXV, s. 9-11.

[1] „Taczanka” – to resorowany zaprzęg konny z ciężkim karabinem maszynowym, wynaleziony przez ukraińskiego anarchistę i rewolucjonistę Nestora Machnę.

[2] W czasie  II wojny światowej, w hiszpańskim mieście Miranda del Ebro, zlokalizowany był najdłużej działający (bo aż do 1947 roku) frankistowski obóz koncentracyjny. W obozie tym przetrzymywano osoby różnej narodowości (przedstawiciele innych niż hiszpańska narodowości stanowili 40% wszystkich więźniów) – najliczniejszą grupę stanowili Polacy.